Siła spersonalizowanej pielęgnacji: „Pasuje, nie psuje”

1024 683 Instytut Adamowicz

„Pasuje, nie psuje” – to tytuł artykułu autorstwa Aleksandry Lubańskiej, który ukazał się w kwietniu na łamach „Wysokich Obcasów”. Tekst mówi o tym, że tradycyjne podziały na typy skóry, a także schematyczne podejście do pielęgnacji, odchodzą do lamusa. Przestały się sprawdzać i wcale mnie to nie dziwi. Od dawna przekonuję pacjentów, że skóra każdego z  nas odzwierciedla niepowtarzalną mieszankę problemów (patrz: przyczyn) na poziomie ciała i głowy, a dobre kremy i zabiegi to nie wszystko.

Z przyjemnością odpowiedziałam autorce artykułu na pytania, przybliżając czytelniczkom ideę TST, metody terapeutycznej, którą opracowałam na bazie własnych kilkunastoletnich doświadczeń z najtrudniejszymi problemami skóry, i którą nadal rozwijam, m.in. o medycynę wschodu (od niedawna jestem również dyplomowaną konsultantką Ajurwedy).  Filozofię TST wykorzystuję szeroko, tj. w ‘szytych na miarę’ terapiach: anti-aging (patrz: opadający owal, zmarszczki, wiotka skóra, przebarwienia), cellulitu, wypadania włosów, w tym łysienia androgenowego, rozszerzonych naczynek czy trądziku (trądzik młodzieńczy, różowaty, dorosły).

Pytania jakie otrzymałam od autorki artykułu podaję w oryginale, a link do WO podaję na końcu – zachęcam do lektury!

Czym jest spersonalizowana pielęgnacja, przykłady takiej pielęgnacji, dlaczego jest lepsza niż zwykła masowa pielęgnacja?

Ania Adamowicz, kosmetolożka i autorka spersonalizowanej terapii TST (Transpersonal Skin Therapy): Ponieważ dobrana jest do realnej potrzeby pacjenta i ma działanie nie tylko objawowe, ale również przyczynowe. Przykładem niech będzie skóra pacjentki z trądzikiem różowatym, w standardowej pielęgnacji stosujemy różne preparaty wzmacniające naczynka, działające przy tym trochę przeciwzapalne, zwykle lekko natłuszczające, bo przeważnie skóra naczynkowa jest sucha  itd. Badania nad danym preparatem wykazują konkretne działanie lecznicze, zatem w teorii każdy powinien przynieść efekt. A jednak nie przynosi! Ulotka mówi, że zapewnia nam leczenie grzybicze połączone z typowym działaniem na trądzik, ale poprawy brak. Dlaczego?

Bo choć budowę skóry mamy taką samą, to jednak każda skóra jest inna. W przypadku tej pacjentki, w trakcie szczegółowego wywiadu okazało się, że ma również LZS (łojotokowe zapaleni twarzy), nie tylko twarzy, ale całej skóry głowy. Niezwykle istotne było zatem spersonalizowanie pielęgnacji pod to konkretne połączenie. Przyczyny problemu lubią chodzić parami, a czasem niestety małymi grupkami, do tego występują w rozmaitych konfiguracjach w zależności od indywidualnych predyspozycji i okoliczności. W opisanym przypadku, aby zadziałało leczenie skóry twarzy, zaleciłam pielęgnację skorelowaną trychologicznie i kosmetologicznie.

Pacjentka zaczęła stosować odpowiedni szampon zawierający delikatne oleje z substancjami grzybobójczymi, a nie standardowo szampon z substancją przeciwgrzybiczą, który wysuszy dodatkowo skórę (pamiętajmy, że trądzik różowaty to skóra bardzo wrażliwa i musiałam to uwzględnić – ona również taką posiadała). Tak samo z twarzą, tu delikatne złuszczanie i oczyszczające preparaty z kwasem azelainowym oraz raz w tygodniu maseczka z zawartością kwasu salicylowego (oczyści gruczoły łojowe, wyreguluje złuszczanie), do tego kosmoceutyk Sensitive Serum  z wyciągami roślinnymi (wzmocni kruche naczynia). Zaś na noc okluzja mająca na celu lepsze nawilżenie skóry, która choć pozornie wydawała się solidnie natłuszczona (nadprodukcja sebum przy łzs), nie była nadal odpowiednio nawilżona. I jak tu wybrać pytają pacjentki trafiające na konsultację, a w konsekwencji na terapię TST. (uśmiech)

Fot. Sensitive Serum – specjalna formuła dla skór wrażliwych i naczynkowych, ukoi zaczerwienienia i wzmocni kruche naczynia (dostępny w Instytucie).

Jak wygląda w gabinecie? Co daje pacjentowi?

Rozpoczynamy od konsultacji TST, to moja autorska terapia – transpersonalna, czyli ukierunkowana ultraindywidualnie.  Celem konsultacji TST jest znalezienie źródła problemu i poznanie stanu zdrowia pacjenta, który przychodzi do Instytutu po pomoc, bo sam sobie już nie radzi (przeważnie są to osoby, które próbowały „wszystkiego”, także po nieskutecznych zabiegach na dany problem).

Układamy program pielęgnacyjny/ terapeutyczny na 6 poziomach. Należą do nich mikroodżywianie, autorskie zabiegi (powstają w Instytucie), jak również wyżej wspomniana spersonalizowana pielęgnacja do domu. Tym, którzy są na to otwarci, włączamy do programu techniki relaksacji i medytacji. To praca na wszystkich poziomach: zmysłów, ciała, umysłu i serca. Jesteśmy całością, a nie skórą czy kośćmi. Tego uczą mnie nauczyciele ze wschodu (odwiedziłam w tym celu specjalistów w Indiach i szkolę się nieustannie w tym kierunku) i to naprawdę działa. Skóra jest lustrem tego, co dzieje w środku organizmu. Pacjent dostaje w związku z tym również zalecenia żywieniowe, te dotyczące stylu życia oraz spersonalizowaną pielęgnację do domu, a reszta, tj. konsultacje i  zabiegi, dzieje się w Instytucie.

Fot. Autorski zabieg ‘Duet Laser Attack’ – zagęszcza skórę, zamyka naczynka, pomaga zredukować trądzik różowaty.

Podobnie staramy się projektować nowe zabiegi, aby one uderzały w więcej niż jedną potrzebę i można je było w trakcie personalizować pod daną osobę i jej indywidualną grupę problemów. Duet Laser Attack np. to zabieg z zakresu laseroterapii, który odmładza i zarazem pozwala robić inne rzeczy: zamykać naczynia, zmniejszać wydzielanie nadmiernego łoju, obkurczać pory. Działamy na kilku poziomach jednocześnie, a aktualny stan skóry dyktuje nam co robimy na dany moment i w jakich zakresach. Pacjenci, którzy są z nami od lat mają zdrową skórę, wyglądającą młodo i zachowują naturalność. We wszystkich technologiach, jakie stosujemy w zabiegach w Instytucie, bazujemy na pobudzaniu naturalnych procesów naprawczych, nie jest naszym celem zmieniać te osoby, w sensie zmieniać ich wygląd (rysy), ale wydobywać potencjał, który ich organizm, w naszym przypadku jest to skóra, w sobie ma. Podobnie jest z doborem zabiegu, są osoby wrażliwe, widzę to po ich skórach od razu, a potem tylko wywiad/rozmowa to potwierdza, dla których zabiegi bolesne, poza strefą komfortu nie przyniosą dobrego efektu, mimo że zgodnie z ogólną wiedzą naukową, te zabiegi działają. Ale stres, na jaki tego typu osoby zostałyby narażone, mógłby nasilić problem, ten problem nie lubi stresu. Osobowość, wrażliwość mentalna pacjenta ma znaczenie w mojej pracy ze skórą, w mojej metodzie ma ogromne.

Jaka jest przyszłość w Polsce?

Ogromna, z moich obserwacji wynika, że pacjenci się gubią, są przebodźcowani ofertami produktów i usług kosmetologicznych oraz estetycznych. Coraz częściej ci, którzy wykonali reklamowane zabiegi nie są zadowoleni, oczekują spojrzenia komplementarnego na swój problem/przypadek. Inni boją się i nie chcą wyglądać jak wszyscy dookoła – proszę zauważyć, że twarze na ulicach zaczynają wyglądać tak samo. Te same usta, te same policzki, te same filtry na mediach społecznościowych. A gdzie tak naprawdę jestem ja??? Kluczowy element mojej terapii TST to AKCEPTACJA. Traktuję każdego człowieka jako cudne indywiduum. Praca TST to praca spersonalizowana na wielu poziomach, a moim marzeniem jest otwarcie w niedalekiej przyszłości takiego miejsca, gdzie pacjenci będą mogli korzystać również z terapii manualnych z dalekiego wschodu. Oczywiście wszystko zależy od tego, czego pragniemy na danym etapie swojego życia. Czasem chcemy szybko i wybieramy drogę na skróty, np. wypełniacze. Nie mam nic przeciwko wypełniaczom, jeśli znaczny ubytek tkanki tego wymaga, ale nie jestem fanką rozpoczynania od tego pielęgnacji w gabinecie. Problem w tym, że metoda, którą pracuję wymaga zaangażowania, zmiany, a nie każdy jest na to gotowy, chociaż coraz więcej jest osób, które zaczynają rozumieć, że opadający owal czy cellulit, tego nie rozwiążą same zabiegi, że to kwestia odżywiania, akceptacji, pasji, redukcji stresu, szeroko pojętej satysfakcji z życia, zmiany myślenia. Drugi powód, dla którego wierzę w sukces takiego podejścia, to fakt, że wszyscy chcemy jak najdłużej żyć i być zdrowymi, wzrasta trend powrotu do natury, produktów ekologicznych.

Podsumowując, z mojej obserwacji wynika, że aktualnie na rynku mamy pacjentów, którzy chcą kompleksowej opieki i tych, którzy chcą działania wycinkowego, np. usunąć zmarszczkę, ale ta druga grupa wykazuje coraz częściej brak satysfakcji i przychodzi do Instytutu po rozwiązania niestandardowe, takie jak TST.

Przykłady marek, które mają taką ofertę.

Nie korzystam, ponieważ mamy inna filozofię pracy z pacjentami, sami tworzymy połączenia różnych produktów. Bazujemy na włoskich kosmeceutykach firm RENLIVE I REJUVE plus produkty całkowicie naturalne, np. oleje do olejowania ciała, czy zioła do stosowania do domu. Wszystko jest dopasowane indywidualnie pod potrzeby pacjentów sięgając do przyczyny problemu.

Link do artykułu, przy którego powstaniu miałam przyjemność współpracować: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100961,24629049,w-aptekach-czy-drogeriach-sa-tysiace-kosmetykow-substancji.html