Nowa metoda anti-aging!

1024 679 admin

Skóra jak dobrze skrojona sukienka

W gąszczu modnych zabiegów i rozwiązań łatwo o moment zagubienia. Co jest tego powodem?  Kobiety nie wiedzą, czym się kierować w wyborze, zaczynają rozumieć, że istnieje marketing, reklama, że modne niekoniecznie znaczy skuteczne lub dobre dla mnie. – Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że istnieje potrzeba większej świadomości i bardziej planowego działania ukierunkowanego na indywidualne potrzeby, inaczej możemy nie osiągnąć wymarzonych efektów, a to strata złudzeń,  czasu i pieniędzy  – podkreśla Ania Adamowicz, założycielka Instytutu Adamowicz, autorka nowej skutecznej metody odmładzania skóry – T.S.T. Transpersonal Skin Therapy, której poświęciła 15 lat własnych badań.

Aleksandra Biernacka: Nikt przy zdrowych  zmysłach nie uszyje sobie sam sukienki, jeśli nie ma pojęcia o krawiectwie. Tymczasem na rynku medycyny estetycznej pojawia się trend na samodzielne wybory, bez rozpoznania źródeł problemu, bez oparcia o rozległą wiedzę na temat skóry i zdrowia człowieka.

Ania Adamowicz: To prawda, a człowiek nie jest przecież sumą części. Możemy nie akceptować jakiegoś defektu, przebarwień czy cellulitu, a nawet starości, i to jest ok, z tym można pracować. Ale jeśli rodzą się nierealne oczekiwania i problem dotyczy np. tego, że nie dajesz sobie prawa do radości w życiu, do przyjemności, do bycia sobą, do samorealizacji, to terapia nie będzie przebiegać prawidłowo. Fundamentem jest akceptacja.

– Dlaczego akceptacja jest tak ważna? Z reguły, jeśli coś mi przeszkadza, to tego nie akceptuję…

A.A.: Niezadowolenie z efektu to często też niezadowolenie z siebie. Wtedy pojawiają się też: roszczeniowość, niska samoocena, rozgoryczenie, złość, frustracja itd. Pomyśl, jeżeli źle traktujesz samą siebie, jak możesz oczekiwać, że nawet najlepsza maszyna to zmieni? W T.S.T. kładę ogromny nacisk na rozmowę, czyli wywiad z pacjentką. To wyjątkowe spotkanie, podczas którego staram się dotknąć prawdziwej przyczyny problemu na tyle, na ile to możliwe. Biorę pod uwagę takie czynniki jak: geny, osobowość, temperament, styl życia, tj.: odżywianie, aktywność fizyczna, ilość snu, a także ogólny stan zdrowia. To mi daje pełen obraz osoby, z którą zamierzam pracować nad problemem skóry. Bo skóra jest jak lustro, jest odbiciem nas i naszej osobistej historii.

– Jakie wymierne efekty przynosi podejście T.S.T?

A.A.: Wyobraź sobie dobrze skrojoną sukienkę, która mimo tego, że wisi już w twojej szafie wiele lat, nadal doskonale ci służy i sprawdza się niemal na każdą okazję. Taka sukienka to marzenie. Tak samo jest z zabiegami. Warto skrócić sobie tę wyboistą drogę i od razu zaplanować terapię, która uwzględni to, co będzie się prawdopodobnie działo z twoją skórą przez kolejne lata. Wywiad, o którym mówiłam, służy temu, żeby przewidzieć, co się może twojej skórze wydarzyć. Jednocześnie w tym nowym podejściu rozbudowujesz swoją świadomość w tym obszarze – pojawia się motywacja, i zyskujesz realny wpływ – angażujesz się. Przestajesz być zagubiona, a zyskujesz jasny kierunek i receptę na rozwiązanie. Opracowana przeze mnie metoda pracy opiera się na bardzo indywidualnym podejściu. Żaden zabieg nie jest standardowy, każdy jest częścią planu ułożonego na podstawie szczegółowego wywiadu. Najczęściej program obejmuje serię zabiegów w 2–3-tygodniowych odstępach. Potem przeważnie wystarczają zabiegi przypominające, które są trochę jak gimnastyka dla skóry – „siłownia”, „yoga” lub „fitness”. (śmiech)

– Jakiego typu to są zabiegi?

A.A.: Podstawą jest dostarczenie skórze paliwa. Chodzi o to, żeby nie zwolnić jej z naturalnych procesów naprawczych, do których ona jest biologicznie przygotowana, ale stymulować te procesy, bo z wiekiem są one niestety coraz wolniejsze. My natomiast chcemy utrzymać je na takim samym poziomie jak najdłużej. Do tego najlepiej służą nam technologie High-Tech z certyfikacją medyczną: lasery, światło kalibrowane, fale radiowe, fale ultradźwiękowe i inne technologie stosowane w inteligentnych  połączeniach.

 

 

– Czy te zabiegi są bolesne?

A.A.: Czasami tak, ale uwierz mi, że jesteś w stanie znieść każdy ból, jeśli tylko poczujesz się dostatecznie bezpiecznie. Czasem więc droga do bezpieczeństwa wyznacza długość i efektywność terapii. Im szybciej się ono pojawi, tym lepiej. Są pacjentki, które długo oswajają się z bólem i w T.S.T. zawsze jest to respektowane, ale kiedy już osiągną ten próg, możemy zrobić dosłownie wszystko. Jedna z moich pacjentek ze skórą dojrzałą i naczyniową miała bardzo niski próg bólu. Niektóre zabiegi postrzegała z przerażeniem i była mocno wrażliwa na bodźce, źle znosiła wcześniejsze terapie, nie widziała też efektów. Po ośmiu miesiącach wspólnej pracy stan jej skóry znacząco się poprawił, a ona sama dzielnie znosi zabiegi, o których wcześniej nie chciała nawet myśleć – mamy więc wspólny sukces! (śmiech)

Szyte na miarę programy, czyli inteligentne połączenia różnych technologii i procedur, one też mają tu ogromne znaczenie, bo te zabiegi mają potencjał synergii, o ile wiemy jak je ze sobą łączyć. Jak we wszystkim, za efektem stoją ludzie i w T.S.T. sekretem jest zaangażowanie tak moje, jak i pacjentki w równym stopniu. Liczą się: Motywacja! Decyzja!

– Dlaczego to według Ciebie takie ważne?

A.A.:  Bo podejmujesz decyzję, że chcesz coś zmienić i jesteś w tym konsekwentna. Zawsze powtarzam: Jeśli nie ma decyzji, nie ma terapii. Wiele terapii skóry nie udaje się właśnie z uwagi na brak zaangażowania jednej lub obu stron. Terapia gwarantuje taką opiekę, a co za tym idzie stały kontakt i motywację, podpowiadam pacjentom jak ją zwiększyć lub przywrócić. Kluczowa jest jednak zawsze decyzja, bez niej nie współpracuję.

– Przywiązujesz dużą wagę do procesu diagnozowania problemu. Rozumiem, że wywiad jest częścią tego procesu, kolejna to badania, które zdarza Ci się zlecać.

A.A.: Tak, T.S.T. opiera się na trzech fundamentach: Diagnoza, Rozpoznanie, Rozwiązanie. I to dotyczy praktycznie wszystkiego, od ogólnie pojmowanego procesu starzenia się po indywidualne problemy ze skórą: zmarszczkami, utratą jędrności, trądzikiem, przebarwieniami, cellulitem czy łysieniem. Właściwa diagnoza umożliwia terapeucie skomponowanie programu celującego w źródło problemów, a – co za tym idzie – skutecznego, efektywnego i długofalowego działania. Jeśli nie znamy przyczyny, to dobór na zasadzie: ‘bo jest modne’, ‘bo jest nowe’, ‘bo teoretycznie jest na ten problem’, zadziała na krótką metę lub wcale. Trafiają do mnie często pacjentki, które mówią, że próbowały już wszystkiego i to nie działa. Zaczynamy metodą T.S.T i jest efekt! Czyli to, o czym mówię, ma uzasadnienie w faktach, w dziesiątkach udokumentowanych przypadków terapeutycznych. Zanim doszłam do sedna T.S.T.,  przeprowadziłam łącznie ok 5 tys. zabiegów.

– Jaka jest cena takiej terapii?

A.A.: I tu pojawia się zawsze pytanie: Jaką cenę ma dla ciebie zdrowie, przez co rozumiem uporanie się z kluczowymi problemami (trądzik, przebarwienia, cellulit, łysienie) i indywidualność, przez co rozumiem m.in. zachowanie naturalnych rysów twarzy w procesie starzenia się skóry? Rodzimy się z zespołem cech bardzo wyjątkowych, które sprawiają, że jesteśmy po prostu sobą. To jest niewymierna wartość. Zachowanie tego na długie lata nie ma swojej ceny, a w T.S.T., mimo że początkowo ta cena jest wyższa od pojedynczego zabiegu „na wszystko”, bo mówimy tu o kompleksowej opiece i programie terapeutycznym zakładającym plan na 5, 10, 15 lat, w dłuższej perspektywie się to opłaca. Nawet w aspekcie czysto ekonomicznym – mniej pomyłek i rozczarowań, mniej ryzyka, w zamian więcej radości na co dzień i pozostanie jak najdłużej najlepszą wersją samej siebie. Moje pacjentki mówią mi, że efekt T.S.T są w stanie rozpoznać na ulicy – to najlepsza rekomendacja, jaką usłyszałam! (śmiech)

– Dziękuję Ci za rozmowę.